Czołem!
Wpis ilustrują niewielkie fragmenty ostatnich prac, wykadrowane w taki sposób, żeby Wam powiedzieć mało albo tyle, co nic i jest to zabieg celowy.
W delikatnym twórczym drżeniu taplam się od początku roku, więc postaram się jakoś to wszystko, co ostatnio bulgotało, wyłapać i sobie (i Wam) poukładać. Zatem… Skończyłem robotę (dobrze wyszło!) nad pilotem serii animowanej, o której już wspominałem nie raz i dwa, i od razu pojawił się na horyzoncie kolejny temat w animacji, w który dziarsko mam zamiar wskoczyć.

Fragment A
Początkowo myślałem, żeby wolny czas między projektami władować w jakiegoś RPGa na konsolce i koncertowo zmarnować, ale dopiero co były święta, więc postanowiłem po prostu zamknąć trzy komiksowe publikacje, które wiszą nade mną już jakiś czas. Dwie z nich nie są solowe, wszystkie zbierają starsze rzeczy, jedna po raz drugi i od lat oczekiwany, dwie z trzech zawierają premierowy materiał.
Kiedy czytacie te słowa, zamknęliśmy z kolegą część komiksowo-projektowo-okładkową publikacji pierwszej (nawet nie wiecie, jak dobrze będziecie się bawić w czasie jej lektury). Przed nami kilkustronicowy dodatek, korekta i zamykamy. Drugi temat potrzebuje tylko nowej okładki, więc te dwie rzeczy na bank zamknę do połowy miesiąca. Temat trzeci związany jest z moim XXX-leciem w komiksie (i prasie growej). Również zbiórka starszych historii z całkiem słusznym dodatkiem świeżego materiału, którego potrzeba, żeby rzecz zamknąć z sensem (i to ogarnę do połowy marca).
Marzy mi się też przynajmniej na chwilę wrócić do publikacji czwartej, najbardziej czasochłonnej, ale już bardzo zaawansowanej.

Fragment B
Będzie trochę nowych komiksów w prasie, jeden już się drukuje, drugi właśnie się robi, layouty leżą obok klawiatury, o trzecim myślę, jak zagiąć czasoprzestrzeń, żeby również powstał do końca miesiąca. Nie wiem dlaczego, ale jestem całkiem pewien, coś lata w powietrzu, jakaś ożywcza energia, że to wszystko się jakoś pozamyka do połowy roku, nawet z kolejną animacją na tapecie, która przecież będzie miała przez dłuższy czas priorytet na warsztacie.

Fragment C
Co mnie ostatnio bawiło?
Najwyraźniej nosiłem w sobie potężny głód komiksu, bo oprócz rzucenie się w rysunek jak prosię w pole kapusty, pochłonąłem go ostatnio całkiem sporo. Przeczytałem wszystko z Uniwersum Energonu (Void Rivals, Transfomers, te jednostrzałowce o American Hero, wyd. Nagle!) oprócz drugiego trejda G.I.Joe sprzed tygodnia, dwóch. Był to bardzo przyjemny powrót do tematów z dzieciństwa, to fachowo napisane historyjki, dojrzalsze od tego, co pamiętam, z szerszym marginesem szarości, ale i z oczywistymi motywacjami bohaterów, ich ambicjami, zarysowanymi konfliktami. Nic odkrywczego, wiadomo, ale z przebłyskami i w dialogach, i w kolorze, i kresce. Dobre czytadło, fani powinni być zadowoleni a i dla nowego czytelnika znajdzie się sporo dobra.
Mam za sobą także Seconds Bryana Lee O'Malleya (wyd. Nagle!). No i dojrzał nam ten autor Scotta Pilgrima (choć ostatnie tomy akurat tego komiksu jeszcze przede mną). I w tym jak opowiada, jak tka nam tę komiksową materię z planszy na planszę, jest sporo klasy w tej narracji, czystsza linia, dobrze prowadzony kolor (tutaj chyba asysta była). I nadal sporo odniesień do gier, nawet formalnych, kiedy np. bohaterowie w szerszych kadrach zmieniają proporcje, tracą detal i zaczynają przypominać postaci z jRPG-ów, które właśnie wyszły z lokacji i trafiły na mapę świata. Fajny zabieg, mam zamiar ukraść. To dobrze pomyślany komiks, który się dobrze czyta.

Jest czytane!
Wskoczyłem też (znów) w mangę. Trochę przez córę, która odkryła tomiki Hanako w bibliotece. Wiem, że jest ciut za mała na tę historię, ale czytamy razem, więc na bieżąco odpowiadam na pojawiające się pytania. Ja tymczasem jestem po lekturze pierwszego, zbiorczego tomu Chłopaków z XX wieku, który mną kompletnie pozamiatał. Mam na półce komplet Pluto Naoki Urasawy (i lubię anime na podstawie), ale tutaj mamy coś klasę wyżej pod każdym względem. Tajemnica, jasne, ciągnie do lektury, bohaterowie blisko skóry, ale jak to jest fenomenalnie narysowane! Wgapiam się w te linie, próbuję odkryć, gdzie narzędzie zaczęło swoją ścieżkę w kreśleniu formy, gdzie skończyło. To moja lekcja. Poszło zamówienie na resztę tomów, ale Hanami nie rozpieszcza nakładami, więc skompletowanie całości może mi trochę zająć.
Za to z zakupem wszystkich części Dorohedoro (wyd. Studio JG) nie miałem problemu. Lata temu trafiłem na anime na Netfliksie. Pamiętam, że akurat dziewczyny były wyjechane, włączyłem pierwszy odcinek na próbę i oszalałem ze szczęścia. Całość zrobiłem na raz do rana. Opowieść o Dziurze i wymiarze czarodziejów była tak soczyście porąbana w każdym aspekcie (budowania świata, bohaterów i w charakterze i w projekcie plastycznym), krwawa i jednocześnie w detalu (pierożki!) tak blisko skóry, że stworzyła mieszankę wyjątkowo ze mną rezonującą. No i manga jest jeszcze lepsza. I jeszcze krwawsza. I zabawniejsza. Praktycznie każdą wolną chwilę spędzam z kolejnym tomikiem w ręku, chichrając się jak opętany lub łapiąc się za głowę. Jestem na tomie 14, czyli 6 przede mną i już mi smutno, że opuszczę to wariactwo. Pewnie od razu zacznę czytać od początku.
Z rzeczy oglądanych na monitorach zrobiłem całość Mobile Suit Gundam GQuuuuuuX (Prime). Robiłem na sen. Fajne. To historia, która nawiązuje do klasycznej serii z twistem, czyli wszystko nie tak, jak było i jak pamiętamy i teraz musimy się dowiedzieć dlaczego. Jest to wszystko zacnie podane: fajne światełka, palety kolorów (jest kolorowo ogólnie), raczej formalna i animacyjna gundamowa topka a sama muzyka do dziś gości na mojej playliście. Mam słabość do gundamowych OST, nie będę tego ukrywał.
Zaliczyłem też drugi sezon Fallouta (Prime). Bawiłem się wyśmienicie, ale bywały miejsca, gdzie montażowo podkręciłbym tempo, szczególnie w scenach rozwałki. Wiecie, nie grałem w żadną odsłonę gry, coś tam wiem o lore, ale mało, trzy po trzy, więc rozbieżności z materiałem wyjściowym, nieścisłości wyłapywane przez HC fanów obchodzą mnie boczkiem. Oceniam to, co widzę a widzę, że jest spoko, z biglem. Choć mam nadzieję, że w trzecim sezonie Lucy nabierze już ciut grubszej skóry. Za to Goggins znów złoto, scena kiedy pijany (bo chce zagłuszyć to, co wie) ujeżdża robobyka to jedna z najlepszych rzeczy jaką widziałem w tym roku w telewizji.
Obejrzałem całego Wonder Mana (Disney+) i była to niespodzianka i nawet mały zachwyt. Szczególnie nad aktorską chemią pomiędzy Abdul-Mateenem II i Kingsleyem. No co za para! I radość, że dano im pograć dialogiem, ekspresjami, bo serial ma tempo niespieszne, mimo półgodzinnego formatu, czyli pogodzono wodę z olejem. Superbohaterszczyzna zeszła na dalszy plan, ale i pięknie, i wzruszająco zagrała w środku sezonu (czwarty odcinek!), i w finale. Cieszyły dłuższe ujęcia, te delikatne najazdy, kiedy wyciągano aktorski kunszt lub rozmawiano o samym kinie. Momentami przypominało mi się Studio (Apple TV), czyli jeden z moich ulubionych seriali zeszłego roku.

Jest grane!
A w konsolce (ostatnio częściej NS2, niż PS5) najczęściej umieszczałem carty z Mario Kart World, Donkey Kong Bananza i Animal Crossing New Horizons (to już prezent od babci i dziadka). Tę ostatnią ogrywamy razem z córą, ona urządza domek, gada ze zwierzakami, łowi ryby ja po nocach zbieram materiały i kasę, żeby spłacić domek i sprzątam bajzel wokół niego. Ania się wkurza, że gra aż zbyt przypomina życie. Jest w tym trochę prawdy. DKB za to ogrywam częściej solo, bo córa raczej na wyspie. To cholernie dobry platformer! Mocno wnikam w szukanie wszelkich znajdek, więc oram te poziomy w każdą stronę, ciesząc się mechaniką rozwałki. I naprawdę doceniam pracę kamery, która tylko czasami wariuje, co jest sporym wyczynem, biorąc pod uwagę co się da w tej grze zrobić. Przez chwilę bawiłem się także Skate Story, mocno doceniam stylóweczkę całości, ale jeszcze mocniej warstwę muzyczną. Obok wspomnianego OST do Gundam GQuuuuuuX, to była najczęściej słuchana ostatnio przeze mnie nutka w czasie rysowania.
Radio
Byłem w Trójce na zaproszenie Katarzyny Borowieckiej przy okazji wznowienia przez Kulturę Gniewu Osiedla Swoboda (i poniekąd mojego XXX-lecia w kadrach). A wspominam o tym właśnie z powodu muzyki, ponieważ dostałem wolną rękę w doborze nutek do całej audycji (nie tylko segmentu ze mną!) i było to doskonałe uczucie, kiedy wszedłem do studia i grało moje, po czym grało też w czasie naszej rozmowy, i grało nadal, kiedy już zdążyłem wrócić do domu! Ponoć nutki się podobały. Od lat twierdzę, że wszyscy w mediach wizualnych jesteśmy doskonałymi rozmówcami na temat muzyki, ponieważ spędzamy z nią naprawdę masę czasu. Np. moją playlistę traktuję po prostu jako kolejne narzędzie na warsztacie. Pozwala miękko wystartować z rana, wejść w zonę, pomaga się w niej utrzymać na długo i w skupieniu a potem także przy lądowaniu, kiedy trzeba wejść w tryb życia w rodzinie.
Wszycho
Tym razem było ciut więcej o tym, co mnie bawi. Kolejny RPRT to już będzie więcej komiksowych konkretów, mam nadzieję.
Przypominam, że znajdziecie mnie na Bsky, FB, Cara, IG. Śmiało możecie dodać te profile, nie spamuję, wręcz przeciwnie, dzięki z góry. Lineczkami do tych RPRT-ów też możecie się dzielić – jeden klik, parę słów a będzie mi miło, serio.
Do następnego!
Śledziu
